To był ro(c)k …
Ryszard Gloger, Wojciech Skrzydlewski
12 miesięcy to szmat czasu w show-biznesie. W mediach w 2010 r. królowały Lady Gaga (na świecie) i Doda (w naszym kraju). Mówiono trochę o reaktywacji boysbandu Take That, a z okazji 30. rocznicy tragicznej śmierci Johna Lennona powróciła jego muzyka. Zignorowano już inne okrągłe rocznice śmierci Janis Joplin i Jimiego Hendrixa. Wbrew pozorom prawdziwe życie muzyczne było o wiele bogatsze i ciekawsze niż to, co serwowały stacje radiowe, a z tysięcy wydawanych płyt można wyselekcjonować te, które zostaną z nami na dłużej w domowych kolekcjach, na iPodach i laptopach
Alejandro Escovedo, kalifornijski gitarzysta, wokalista i autor piosenek, ponownie zadziwia doskonałą formą na płycie Street Songs of Love, co jest oznaką, że jego problemy zdrowotne minęły. W sesji nagraniowej wzięli udział przyjaciele artysty – wokaliści Bruce Springsteen, Ian Hunter – muzycznie płytę wyprodukowali mistrz Tony Visconti i Bob Clearmountain, jednak są to jedynie miłe dla ucha wabiki. Gwiazdą jest sam Escovedo. Wszystkie piosenki wyszły spod jego pióra z małą pomocą Chucka Propheta. Po albumie Neon Bible z 2007 r. kanadyjska kapela Arcade Fire wtargnęła do zbiorowej wyobraźni fanów alternatywnego rocka na całym świecie. Fascynacja eklektyczną mozaiką stylów grawitujących niemal w kosmicznej przestrzeni nabrała na najnowszej płycie Suburbs realnych kształtów. Nie ma już gwałtownych przeskoków z wodewilowego teatru na scenę lckową lub do klubu, gdzie grają bossa novę. Pozostało napięcie, elektryzujący nastrój muzyki, gitara wdzierająca się w kojące tło brzmienia smyczków i organów. Grupa wspaniale żongluje elektroniką i akustycznymi instrumentami, forsując bogaty wymiar nagrań i prowokując głębię estetycznych doznań. Jeszcze jedna grupa z Kanady, The New Pornographers, kruszy anglo-amerykańską hegemonię rocka. Zespół daje możliwość połączenia talentów kompozytorskich i wykonawczych takim muzykom jak A.C. Newman, Dan Bejar, Kataryn Kalder czy Neko Case. Na albumie Together Kanadyjczykom paradoksalnie udaje się tworzyć niemal pop-rock, czasem brzmi on folkowo, kiedy indziej jak festiwalowa orkiestra lub mocno zakręcona kapela rockowa. Happiness and all the other things zespołu Cross griiian Ragweed to kolekcjonerska płyta wydana na 15-lecie działalności. Grupa znana jest przede wszystkim z porywających koncertów, których w roku jubileuszu dali przeszło 250. Krytycy piszą o zespole, że jest to najbardziej strzeżony amerykański muzyczny sekret. Grupa hołduje stylistyce alternatywnego country i rocka z południa Stanów. Ich znakiem rozpoznawczym są piękne solówki gitarowe i wpadające w ucho melodie. Na znaczącą pozycję w kręgu indie rocka kwintet z Nowego Jorku pod nazwą The National zapracował dwiema poprzednimi płytami: Alligator i, jeszcze bardziej, Boxer. Piąta płytowa odsłona w dyskografii zespołu High Violet, wymaga od odbiorcy cierpliwości i skupienia. Ważna bowiem jest charakterystyczna narracja w połamanej rytmice, w instrumentacji kontrastujących barw, a zarazem gęsta w dźwiękowej przestrzeni i chłodna w przekazie wokalnym. W Meandrycznej muzyce elektroniczne sprzężenia ustępują szlachetnym smugom kwintetu smyczkowego w najpiękniejszych kompozycjach „Afraid of Everyone” i „Bloodbuzz Ohio”. Warta wyróżnienia jest także Somewhere in Time, kolejna, doskonała płyta grupy Reckless Kelly, czyli rewelacyjny wybór i interpretacja piosenek legendarnego barda z Teksasu Pinto Bennetta, pomysł, z którym muzycy zmagali się przez prawie 10 lat. Powstał album, jakich mało w dzisiejszych czasach: pełen radości, autentyczności i perfekcji muzykowania.
Miniony rok obfitował w dobre płyty bluesowe. Eric Clapton nagrał najbardziej zrelaksowaną płytę w swojej karierze. Na krążku Clapton zebrał utwory z najstarszych zakątków jazzu, bluesa i country. Przywołuje muzyczne perełki Irvinga Berlina, Fatsa Wallera, Snooky Pryora, Hoagy Carmichaela i innych. W otoczeniu wyselekcjonowanych gości wprawia słuchacza w błogi stan, kołysze, zaciekawia, pozytywnie nastraja. Nigdy jeszcze nie słyszeliśmy Claptona na płycie śpiewającego w tak luźny sposób. Są tacy, którzy widzą następcę Claptona w Joe Bonamassie. Ten 33-letni wirtuoz elektrycznej gitary wdziera się w kręgi bluesowo-rockowej arystokracji. Na ósmej już płycie studyjnej świadczy o tym instrumentalno-wokalny duet z B.B. Kingiem i odważne potraktowanie ballady Leonarda Cohena „Bird on a wire” oraz kompozycji Jeffa Becka „Spanish Boots". Amerykański czarodziej gitary wraca także do kilku utworów klasyków bluesa Otisa Rusha, Jamesa Clarka i Blind Boy Fullera. Bonamassa ma jednak dla słuchacza prawdziwe brylanty, kiedy przedstawia kolejne własne kompozycje, pełne mocnych riffów, hard rockowej determinacji i instrumentalnej ekwilibrystyki. Nagrania powstały w Grecji na wyspie Santorini w studiu Black Rock. Dzięki płycie Black Rock, Bonamassa wyrasta na jednego z gigantów muzycznej sceny.
Amerykańska scena folku i country ma świetny okres. Jamey Johnson, 35-letni wokalista, gitarzysta i autor piosenek z Alabamy jest dzisiaj niekwestionowaną gwiazdą alternatywnego country. The Guitar Song, najnowsza płyta artysty, to zestaw 25 piosenek umieszczonych na podwójnym albumie, z których większość wyszła spod pióra Johnsona, natomiast cztery to niedawno odnalezione utwory Keitha Whitleya. Silną stroną płyty są – jak zwykle u Johnsona – doskonały śpiew, ale także warstwa tekstowa piosenek, w której są liczne nawiązania do twórczości Hanka Williamsa, Waylona Jenningsa i George’a Jonesa. Jeden z czołowych wokalistów w historii rocka, Robert Plant, podąża od dłuższego czasu własną drogą artystyczną. Współpraca z gwiazdą muzyki bluegrass Alison Krauss zaowocowała nagradzaną wielokrotnie wspaniałą płytą Rising Sand. Kolejny krok wokalisty to przywołanie nazwy swojej pierwszej folkowej grupy z lat 60., Band of Joy. Zespół nie nagrał wówczas płyty, więc to, co usłyszeliśmy teraz na krążku Band of Joy, to powrót do korzeni młodzieńczych fascynacji i realizacja wizji muzycznych. Razem z producentem i gitarzystą Buddym Millerem, Plantowi udało się stworzyć rewelacyjny album złożony z tradycyjnych piosenek z kręgu country, folku i rock and rolla. Ośmielona niedawną współpracą z legendarną wokalistką gospel Mavis Staples, Patty Griffin zdecydowała się nagrać Downtown church, płytę z muzyką gospel, którą, jak mówi, zawsze podziwiała i lubiła śpiewać. Płyta powstała podczas sesji nagraniowej w Nashville Downton Presbyterian Church. Ten świetnie wyprodukowany muzycznie album jest godny polecenia, warto zadać sobie nieco trudu, aby go zdobyć.
12-letnia dziewczynka z Montrealu wprawiła cztery lata temu w osłupienie tysiące uczestników festiwalu jazzowego, kiedy zaśpiewała z wokalną nonszalancją utwory z repertuaru Elli Fitzgerald. Z płyty Nikki poznajemy już szesnastolatkę Nikki Yanofsky, która głosem, skalą, bezczelną perfekcją, swobodą w improwizowaniu i interpretacją zapędza w kozi róg niejedną jazzową sławę. Kiedy sięga po standardy, potrafi przeszarżować, lecz w oryginalnych kompozycjach jest niezrównana. Na razie nie odmawiajmy sobie rzadkiej przyjemności posłuchania dziewczyny, która wzruszyła Quincy Jonesa. Sam gigant muzyki popularnej, aktywny od ponad pół wieku, także nie zamierza spocząć na laurach. Jazzowy trębacz, dyrygent, kompozytor, aranżer i producent zrealizował kolejną płytę Soul Bossa Nostra. Tylko Quincy Jones potrafi w tak szatański sposób połączyć jazz, soul i hip-hop. W big bandzie 77-letniego wybitnego artysty dobrze sobie radzą tak różni wokaliści jak Akon, John Legend, Usher i Amy Winehouse. Z dala od najlepszych studiów nagrań w Nowym Orleanie narodził się niezwykły talent, Troy Andrews. On także gra na wielu instrumentach, komponuje, śpiewa, aranżuje i śpiewa. Używa pseudonimu Trombone Shorty (bo puzon to jego koronny instrument), a na swojej rewelacyjnej płycie pokazuje, że jazz może nawiązywać do prehistorii (dixieland) i z łatwością kojarzyć swing z rytmami hip-hopowymi.
Spośród fali reaktywacji zespołów popowych lat 80. come back Red Box jest szczególnie udany. Zespół pod wodzą Simona Toulson-Clarke’a pierwszy raz mistrzowską klasę w komponowaniu piosenek pop z nutką nowej fali i world music, zaprezentował ćwierć wieku temu na płycie The Circle and The Square. Subtelny wdzięk sentymentalnych ballad ubranych w bogate szaty aranżacji orkiestralnych powrócił na płycie Plenty, nagranej po dwudziestoletniej przerwie. Toulson-Clarke potrafi jak rzadko kto nadać piosenkom charakter zarazem intymnej opowieści i filharmonicznego rozmachu. Sprawcą zupełnie innego typu zaskoczenia jest młody rapper i aktor ukrywający się pod pseudonimem Plan B. Naprawdę nazywa się Ben Drew i nagle zrezygnował z typowej dla siebie raperskiej paplaniny. Na nowej płycie The Defemation of Strickland Banks Plan B śpiewa jak rasowy wokalista soulowy. Płyta artysty pełna jest jego piosenek, świetnie zaśpiewanych i zinstrumentowanych. Kilka z nich, chociażby „Writing’s on the Wall”, „She said”, „The Recluse” i „Prayin’”, to murowane przeboje najbliższej przyszłości.
Z kręgu world music koniecznie trzeba wspomnieć Sentir, kolejną płytę Yasin Levy, izraelskiej wokalistki specjalizującej się w interpretacji muzyki sefardyjskiej w wymarłym języku Ladino. Tym razem za produkcję zabrał się znakomity muzyk Javier Limón z Sewilli. Yasmin od dawna interesowała się flamenco i nagrywała pojedyncze piosenki w tej stylistyce, ale dopiero współpraca z Javierem przyniosła satysfakcjonujący efekt. W nagraniach zrealizowanych w Casa Limón udział wzięli czołowi muzycy z Andaluzji oraz znakomita Greczynka Eleni Vitaly, która wsparła wokalnie Yasmin w utworze „Porque”.
Rok 2010 cechował wysyp doskonałych muzycznych DVD. Carole King & James
Taylor i Live at the Troubadour to muzyczne spotkanie legendarnych przyjaciół po latach. Carole King to jedna z najważniejszych autorek piosenek i wokalistek zza oceanu, James Taylor to jedna z najbardziej rozpoznawanych postaci folk-rocka. Po 40 latach wystąpili wspólnie na koncercie w legendarnym klubie Troubadour w Hollywood, tym samym, w którym koncertowali w listopadzie 1970. Krótko po tym występie Taylor zdobył rozgłos płytą Sweet baby James, natomiast King zachwyciła krążkiem Tapestry. Dzisiejsza technika nagraniowa stwarza nieporównywalnie lepsze warunki do odbioru takich cudownych piosenek jak „Machine gun Kelly”, „It’s too late”, „Will you love me tomorrow”, „You’ve got a friend”, ukazując ich niezaprzeczalną urodę. W sumie artyści zaśpiewali 15 utworów, a towarzyszył im ten sam skład muzyków co 40 lat temu, czyli gitarzysta Danny Kortchmar i sekcja rytmiczna – perkusista Russell Kunkel oraz Leland Sklar na basie. Z okazji jubileuszu 25-lecia Rock & Roll Hall of Fame w dniach 29–30 października 2009 odbył się niezwykły koncert w nowojorskiej Madison Square Garden. Na scenie wykonano 51 utworów, które rozsławiły rock and roll. Koncert transmitowany był przez telewizję HBO, a niedawno ukazała się rejestracja tego wydarzenia artystycznego w postaci DVD i Blu-ray. Poszczególne części koncertu realizowane były przez takie gwiazdy jak Crosby, Stills & Nash, Stevie Wonder, Paul Simon/Simon and Garfunkel, Aretha Franklin, Metallica, U2, Jeff Beck z zespołem, Bruce Springsteen and E Street Band, którym towarzyszyło oszałamiające grono takich artystów jak m.in. Bonnie Raitt, Jackson Browne, James Taylor, John Legend, B.B. King, Annie Lennox, Ozzy Osbourne, Mick Jagger, Buddy Guy, John Fogerty i Billy Joel. Zebranie takiej plejady gwiazd w jednym miejscu i czasie to logistyczny majstersztyk. Koncert wyreżyserowany przez Joela Gallena zawiera poruszające serce każdego fana muzyki rockowej wykonania takich piosenek jak np. Higher Ground/Roxanne (Stevie Wonder i Sting), Chain of fools (Aretha Franklin i Annie Lennox), I still haven’t found what I’m looking for (U2 i Bruce Springsteen), Gimmie shelter (U2, Fergie i Mick Jagger), Foxy Lady (Jeff Beck i Billy Gibbons), The Ghost of Tom Joad (Bruce Springsteen i Tom Morello). Aż trudno uwierzyć, że to najprawdziwszy koncert, a nie wyreżyserowane w każdym detalu widowisko telewizyjne. To trzypłytowe wydawnictwo będzie ozdobą kolekcji każdego fana rocka.
Liczba wyświetleń: 665
Brak



ZALOGUJ SIĘ
