Galeria kolejowa
Mieczysław T. Starkowski
Dworce kolejowe zmieniają oblicze. Wiele z nich stało się nowoczesnymi galeriami handlowymi. Klasycznym przykładem może być berliński Hauptbahnhof. W Polsce również idziemy w tę stronę
Przez długie lata na polskich dworcach nic się nie działo. Inwestycje rzędu 5 mln zł w całym kraju nie mogły dawać żadnego efektu. W wielu obiektach widać postępującą degradację, inne popadły już w ruinę. PKP zarządzają dzisiaj 2625 dworcami. Z tego działa tylko 936. Reszta to są obiekty nieczynne albo istniejące przy nieczynnych już liniach kolejowych. A modernizuje się jedynie 66. Na tyle wystarcza pieniędzy. A to i tak sporo. W przyszłym roku modernizowanych ma być tylko 20.
Sytuacja dojrzała więc do tego, że trzeba zacząć działać. Dlatego w ubiegłym roku Polskie Koleje Państwowe powołały spółkę Dworzec Polski. Ma ona na celu radykalną poprawę w tej dziedzinie. Wyniki tego roku pokazują już zmianę sposobu myślenia. Inwestycje ruszyły szerokim frontem. Przeznaczono na nie łącznie 354 mln zł: 164 mln z dotacji budżetowej, 100 mln ze środków Unii Europejskiej, 90 mln ze środków własnych PKP. Ale skala zaniedbań jest tak duża, że to wszystko za mało.
– Niestety, w naszym kraju ciągle brakuje mechanizmu regulującego pod względem prawnym pokrywanie kosztów utrzymania dworców – zwraca uwagę Jacek Prześluga, członek zarządu PKP SA, prezes spółki Dworzec Polski. – Co z tego, że dzisiaj zmodernizujemy piękny budynek, jeśli nie będzie środków na jego eksploatację. Trzeba go oświetlić, ogrzać, opłacić podatki, wywóz nieczystości, skoszenie trawy, umycie okien itd.
Dworzec Polski ma być narzędziem w budowie marki. Chodzi o to, by koleje przestały kojarzyć się ze starymi brzydkimi budynkami. W najbliższej przyszłości mają to być nowe usługi w nowym standardzie, zapewnionym dzięki nowym metodom zarządzania. – Założyliśmy sobie, że spółka zajmie się zarządzaniem dworcami – podkreśla Jacek Prześluga. – Zarządzaniem, a nie inwestycjami. I tylko wtedy, gdy wejdzie w życie tzw. opłata dworcowa pobierana od przewoźników, czyli rozwiązanie prawne dające możliwość pokrycia kosztów funkcjonowania dworców.
Obecnie PKP finansują działalność dworców z wyprzedaży majątku albo z najmu czy dzierżawy obiektów innych niż dworce. Ale to absolutnie nie wystarcza. Tymczasem muszą być stałe przychody pokrywające koszty. Mają one pochodzić z czterech źródeł: zarządzania rozkładem jazdy w Internecie, częścią powierzchni reklamowych na dworcach oraz sprzedaży biletów na rzecz spółki PKP Intercity. A najważniejsza ma być wspomniana opłata dworcowa.
Niestety są duże opory przed jej wprowadzeniem. A przecież przewoźnicy mieliby płacić zaledwie 30–50 groszy za jednego pasażera. Na razie nie ma porozumienia w tej sprawie. Dużo łatwiej przychodzi podnoszenie cen biletów kolejowych. Z drugiej strony słyszy się czasem, że dworce nie są potrzebne.
Czy w takim razie mamy zostać pierwszym krajem, który będzie miał koleje bez dworców? Teoria, że wystarczy 300 dworców, też nie wytrzymuje krytyki. Czyli reszta ma być zamieniona na supermarkety, a pasażerowie będą wsiadać do pociągów w polu?
Rozwiązanie musi być inne. Weźmy na przykład dworzec w Tarnowie. Został on oddany do użytku w listopadzie ubiegłego roku po renowacji kosztem 42 mln zł. Jest jednym z piękniejszych dworców w Polsce, a być może w Europie. Wynajęto tam na cele komercyjne całą powierzchnię, jaką się dało. Więcej nie można, bo nie pozwala konserwator zabytków. Ten dworzec generuje prawie 600 tysięcy złotych strat rocznie. Bo przychody od przewoźników wynoszą zaledwie 12 tys. zł.
Ciekawym przykładem jest dworzec w Kole. Do tej pory był tradycyjny, czyli na dole wielkie niewykorzystane przestrzenie kolejowe, a na górze mieszkania dla kolejarzy. PKP weszły we wspólne przedsięwzięcie z samorządem. Gmina wzięła na siebie utrzymanie tych mieszkańców, a kolej modernizuje budynek. Na tradycyjne funkcje dworcowe zostanie tam około 18 proc. powierzchni (mały hol kasowy, toalety). Resztę zajmą gminny hostel, biblioteka, archiwum, pomieszczenia Straży Miejskiej, sala wystawowa. W ten sposób dworzec stanie się zupełnie innym obiektem.
– Nie ukrywam, że na razie inwestujemy przede wszystkim w te dworce, w których mamy partnerów w postaci samorządów, albo te, co do których mamy pewność, że przyniosą dochody – wyjaśnia Jacek Prześluga. – Nie ma sensu inwestować w miejscowościach, gdzie nie ma żadnej szansy, aby obiekty te były dochodowe. One muszą poczekać na lepsze czasy. Albo na pojawienie się prawidłowo skonstruowanej opłaty dworcowej.
Dobry pomysł mają Duńczycy. Dworzec jest to obiekt w rodzaju stacji benzynowej. Tyle że zamiast paliwa sprzedaje się bilety kolejowe. Poza tym wygląda podobnie. Są toalety, kawa, piwo, prasa, popularne lekarstwa i tak dalej. Franczyzobiorca zarządza całą przestrzenią. Mieszka najczęściej w wygospodarowanych pomieszczeniach na górze, a więc jest to biznes rodzinny. Ludzie chętnie przychodzą posiedzieć w kawiarni, bo jest ona w centrum miasta. Może być też inne rozwiązanie, na wzór szwajcarski. Tam zburzono około 2500 dworców albo zdegradowano je do roli komunalnych pomieszczeń. A obok powstały duże piękne wiaty z betonu, szkła i stali. Ale trzeba do tego odwagi politycznej.
Liczba wyświetleń: 430
Brak



ZALOGUJ SIĘ



