INWESTOR
Pismo inwestycyjne


Wbrew modzie

Mariusz Szostak

fot. Elektownia Isar w Essenbach (Niemcy) , na licencji_Attribution 2.0 Generic

W latach siedemdziesiątych władze na użytek propagandowy tworzyły mit X potęgi gospodarczej świata, a w tajemnicy realizowały program budowy broni nuklearnej. Cień tamtych planów powrócił ostatnimi czasy w zdecydowanie racjonalniejszej formie: od rozważań, czy Polska spełnia kryteria klubu G-20, ważniejszy jest jednak zamysł rozwoju energetyki jądrowej

To już drugie podejście do tematu. Ambitny pomysł Edwarda Gierka opracowania własnej „bomby A” niejako przykryto bowiem programem budowy cywilnej siłowni jądrowej. Uruchomiono go decyzją Prezydium Rządu z sierpnia 1971 r. Budowana w latach 1982–1990 elektrownia w Żarnowcu przegrała jednak w III RP z obawami społeczeństwa i brakiem perspektywicznego myślenia decydentów. Warto pamiętać, że ów kompleks nie był oparty o „grafitowe” reaktory RBMK stosowane chociażby w Czarnobylu, a bezpieczniejsze typu WWER (PWR) produkcji czeskiej. Szkoda utopionych w projekcie 2 mld dolarów i zdobytego doświadczenia, tym bardziej że większość podzespołów była zaprojektowana przez polskie zakłady i renomowany niemiecki Siemens.

Najnowsze przymiarki do programu atomowego pojawiły się w dokumencie „Polityka energetyczna Polski do 2025” z końca 2004 r. Konkretne posunięcia są jednak udziałem obecnego gabinetu. Uchwałę w sprawie działań podejmowanych w zakresie rozwoju energetyki jądrowej przyjęto w styczniu 2009 r., a w maju ustanowiono stanowisko koordynującego przedmiot Pełnomocnika Rządu ds. Polskiej Energetyki Jądrowej. Od około dwóch lat znane są też ogólne założenia tego 4-etapowego projektu. Jego celem jest zbudowanie kolejno dwóch obiektów o mocy 3000 MW każdy.

Zgodnie z poprawionym w sierpniu br. harmonogramem, pierwsza, kończąca się w połowie 2011 r. faza przeznaczona zostanie na analizy zasadności i kosztów inwestycji oraz ustalenie niezbędnych przepisów prawa. W kolejnym etapie (do końca 2013 r.) zostaną wybrane lokalizacje siłowni oraz składowiska odpadów, jak też nastąpi rozstrzygnięcie przetargu na budowę. Następne dwa lata (2014–2015) to czas przeznaczony na opracowanie projektu i zdobycie niezbędnych pozwoleń. Największa zmiana dotyczy etapu czwartego: rząd przewiduje bowiem, że rozpoczęta w 2016 r. budowa zakończy się przekazaniem kompleksu do użytku w 2022 r., dwa lata później niż planowano. Dopiero wtedy ma ruszyć budowa drugiej elektrowni. Co ciekawe, o braku potrzeby wydłużenia harmonogramu zaświadczają potencjalni wykonawcy zgromadzeni na niedawnym forum w Krynicy.

Praktycznie pewną lokalizacją jest Żarnowiec, mocną pozycję ma też wielkopolski Klempicz i zachodniopomorski Kopań. Potężnym wabikiem dla okolicznych mieszkańców jest wizja nawet kilku tysięcy miejsc pracy. Dla krajowych firm nie do przecenienia są korzyści finansowe, związane z dostawą wielu również skomplikowanych technologicznie podzespołów. Możliwość wypełnienia wyśrubowanych wymagań udowadniają obecnie w Finlandii firmy: Polbau, Erbud i Format Lambda (konstrukcje), Energobudowa (automatyka i aparatura kontrolno-pomiarowa), Energomontaż-Północ (obudowy reaktorów), Rafamet (narzędzia wielkoprzemysłowe).

Ostatnio realizowane kontrakty na elektrownie atomowe wskazują, że koszt samej tylko instalacji „pod klucz” może zamknąć się sumą rzędu 11,0–12,5 mld dolarów. Zdecydowano już, że wiodącym operatorem projektu będzie PGE, dzięki zachowaniu 51 proc. udziałów w planowanym konsorcjum. Mimo to skala przedsięwzięcia jest tak duża, że rząd forsuje (wbrew UOKiK) połączenie tej posiadającej 41 proc. udziałów w rynku produkcji firmy z pokrywającą kolejne 8 proc. Eneą. Ostatnio pojawił się też pomysł wzmocnienia konsorcjum siłami Tauronu.

W nadchodzącym przetargu zechce uczestniczyć zapewne wielu operatorów projektu (firmy takie jak EDF, GDF, RWE, CEZ, Enel Vattenfall, Iberdola). Kluczowy pozostaje jednak wybór technologii reaktorów, a ten jest ograniczony do 4–6 państw. Praktycznie pewny jest udział Francuzów z państwowego konglomeratu Areva. Ta największa w branży firma o pełnej pionowej strukturze buduje obecnie 2 reaktory w rodzimym Flamanville i fińskim Olkiluoto. Dosyć oczywisty wydaje się też udział dwóch konsorcjów amerykańsko-japońskich: należącego do Toshiby Westinghousa (WEC) i współpracującego z Hitachi Genereal Electric. Pierwszy z nich aktywnie rozwija projekty w Chinach, obie grupy są jednak bardziej znane jako producenci reaktorów atomowych do odpowiednio: lotniskowców typu Nimitz oraz okrętów podwodnych typów Los Angeles i Virginia. Niejako w cieniu powyższej trójki pozostają Kanadyjczycy z technologią reaktorów ciężkowodnych CANDU. Wbrew negatywnemu PR-owi te sprawdzone i konkurencyjne rozwiązania wdrażane są sukcesywnie między innymi w kolejnych siłowniach indyjskich, chińskich i południowokoreańskich. Do rywalizacji mogą też przystąpić jeszcze dwaj uczestnicy, których można określić mianem „czarnych koni”. Pierwszy to mający siedzibę w Seulu konglomerat KEPCO (Korea Electric Power Corporation). Mało znana poza lokalnym rynkiem firma weszła w spektakularny sposób na szerokie wody w grudniu 2009 r. za sprawą kontraktu o wartości 20 mld dolarów z Abu Zabi. Drugim, na pierwszy rzut oka zaskakującym oferentem może okazać się rosyjski Atomstroiexport. Jest on znany chociażby z kontrowersyjnej budowy w irańskim Busher, ale realizuje też projekty w bułgarskim Belene, chińskim Tianwan, a wkrótce też w Turcji. Ta i inne spółki podporządkowane kontrolującemu rosyjski kompleks nuklearny Rosatomowi rozbudowują obecnie 5 elektrowni w europejskiej części Rosji i kolejną na Uralu. Inaczej niż w przypadku autostrad do polskiego rynku nie będą się dobijać z braku własnych technologii Chińczycy. Mało prawdopodobne jest też uczestnictwo trzeciego z dysponujących odpowiednimi możliwościami japońskiego konglomeratu Mitsubishi.

Nie wdając się w kwestie różnic technologicznych, warto zauważyć, że francuska Areva nie może być jeszcze pewna zwycięstwa. Konkurencja podpowiada np., że francuskie reaktory EPR o mocy 1600 MW wymagają daleko większej ingerencji w system przesyłowy. O jakości koordynowanych przez Francuzów prac nie najlepiej mają świadczyć blisko trzyletnie opóźnienia w budowie nowego bloku w Finlandii oraz przekroczenie kosztów o ponad 2 mld dolarów. Prawdą jest, że modele Westinghouse AP1000 (1117 MW) oraz GE-Hitachi ABWR (1350 MW) i ESBWR (1550 MW) również określane są jako należące do generacji III+. Z drugiej strony Amerykanie dopiero powracają do branży, której renesans częściowo przegapili, ustępując miejsca chociażby Francuzom i Rosjanom.

Modny ostatnimi czasy głównie w Europie bezkrytyczny trend promowania zielonej energii nie zmieni podstawowych faktów: ekologiczność wielu z realizowanych rozwiązań jest po uwzględnieniu ukrytych czynników niestety wątpliwa, a koszt wytworzonej mocy nawet przy umasowieniu produkcji zazwyczaj znacząco wyższy. Najważniejszym ograniczeniem szerzej pojmowanej energii odnawialnej są jednak warunki geograficzno-klimatyczne Polski. W przewidywalnym horyzoncie czasowym pułapem możliwości wyróżnianych tu 5 podstawowych źródeł będzie zaspokojenie potrzeb energetycznych rzędu wymaganych 15 proc. do 2020 r. Dążąc w racjonalny sposób do tego celu, trzeba pamiętać o odmienności naszego rynku, zdominowanego przez własny węgiel i paliwa ze Wschodu. W praktyce wymusza to przeznaczenie porównywalnej części energetycznego tortu dla siłowni jądrowych – stabilnego, czystego i taniego w przeliczeniu na jednostkę źródła energii. Tutaj czai się niebezpieczeństwo w postaci nieumiejętnego poprowadzenia edukacji społecznej, a w konsekwencji powtórnego ulegnięcia „widmom Czarnobyla”. Od jakości planowanej akcji informacyjnej i stanowczości polityków będzie zależeć nasze bezpieczeństwo energetyczne. Tylko zrównoważone oparcie całego systemu na kilku mocnych filarach pozwoli zrealizować cel kryjący się pod mitycznym hasłem „dywersyfikacja”.



Liczba wyświetleń: 704

Aby skomentować artykuł zaloguj się lub zarejestruj.
Komentarze

Brak